Spacery z Kuńdziem.
poniedziałek, 23 listopada 2015
Trudno się pożegnać
Kuńdzia już ze mną nie ma. Już dużo czasu minęło, a ja dalej za Nim tęsknię. Kiedy umiera Twój pies, to jakby umarł Twój najlepszy przyjaciel.
wtorek, 28 lutego 2012
"Pługowy"
Byłam ostatnio z Kuńdziem na chwilę rano przed pracą na przebieżce. Wszystko niby ładnie pięknie, Kuńdzio obsikał nielubiany przeze mnie pomnik jak zwykle, wracamy, a tu po drodze stał pług śnieżny, a w nim siedział Pan za kierownicą. Spojrzeniem z dołu do góry zlustrowałam tenże pojazd i napotkałam intensywne wiercenie oczu Pana "Pługowego"... On się patrzy, ja idę i się patrzę, aż wykręciliśmy głowy w tym gapieniu się, na koniec zrobił jakąś głupią minę, a ja odwróciłam głowę i się zaśmiałam. Jakoś mnie to bardzo ubawiło, ale jak truchtałam tą samą drogą do pracy szybko wyminęłam "patrzacza" i poleciałam na przystanek. Potem widziałam, jak śmignął rajdowo przez Pl. Na Rozdrożu koło mojego przystanku. W autobusie cały czas się uśmiechałam.
poniedziałek, 27 lutego 2012
Zakochany
Lola, Lola, Lola! śpiewał by Kuńdzio jak by mógł do sąsiadki z góry. Ciągle ją ostatnio spotykamy i mój stary pies nawet z Nią bryka i fika, ku Jej uciesze. Czego to nie zrobi pies dla suki.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Spotkania część III
Nie wiem ,czy powinnam o tym pisać, w sumie gdyby mój pies mógł mówić pewnie powiedziałby - Tylko nikomu o tym nie mów... - no, ale nie może. Jak zwykle ostatnio spotkaliśmy Lolę i jej Młodziutką Panią, której imię jest mi łatwo zapamiętać, bo jest takie jak moje, ale do rzeczy.Kuńdzio kiedy zobaczył Lolitkę tak się podniecił albo zapomniał co robi, że zsiusiał się pod siebie... Widocznie nie da się zabawiać z suką i utrzymać mocz. Możliwe jednak, że po prostu chciał być kulturalny i nie siusiać witając się, a że już nie pierwszej jest młodość i nie dał rady z tym savoir vivre'em . Cóż cały spacer wyglądał na mało przejętego, więc może uznał, że co tam, podeszły wiek ma swoje prawa.
wtorek, 14 lutego 2012
Bez kluczyka
Niby zwykły spacer z psem, a jednak. Zawsze coś. Matka zapomniała, że nie wzięłam kluczy ze sobą. Wyszła z bratem zamykając drzwi. Czekałam prawie godzinę. Kuńdzio patrzył się na mnie jakby mi odwaliło - Czemu nie wchodzimy do domu, tylko stoimy pod drzwiami? - odpowiedziałam mu - No, bo o nas zapomnieli, mają nas w d@#$ie - , ale chyba nie zajarzył. Mam wrażenie, ze matka zrobiła to specjalnie, znowu ma zły humor, więc wyżywa się na mnie, bo wydaje jej się, ze jestem jak ojciec. Kuńdzio miał z tego jeden plus, mianowicie znowu spotkał się z Lolą i chwilę z Nią się pobawił.
poniedziałek, 13 lutego 2012
Spotkania część II
Wieczorny spacer, nuda, nudyści nic się nie dzieje. Krążyliśmy po okolicy i i nic się nie działo. Kiedy wracaliśmy stało się to czego się obawiałam, z naszej klatki wyszedł też duży pies... Okazało się jednak, że to młoda suczka... Zapoznałam się z jej właścicielką, na oko 14/15 letnią sąsiadką, która ma na imię jak ja ;), super nie będę miała problemu z zapamiętaniem. Kuńdzio w tym czasie zapoznawał się ze swoją sąsiadką Lolą (o ile dobrze pamiętam). Trochę po patrzeniu na zabawy Loli i reakcje Kuńdzia naszła mnie refleksja, że psy mają jednak trochę tak jak ludzie. Nastolatki po prostu chcą się bawić z każdym napotkanym "psem", a każdy "pies" od razu głupieje i się podnieca kiedy młoda "suczka" chce się nim bawić. Taki "pies" nie widzi, że młoda chce się tylko zabawić, a potem chodzi ze złamanym sercem i jęczy. Hmm chyba się trochę zapędziłam. W sumie Kuńdzio po całej sytuacji był tylko nieco ogłupiały i w szoku, ale szybko mu przeszło, tak mi się wydaje, bo przecież nie wiem co się dzieje teraz w Jego psiej głowie. Może ma jakieś ambitne plany albo jakieś niecne, być może myśli tylko o kawałku kiełbasy i spaniu? Cholera ich wszystkich wie ;).
niedziela, 5 lutego 2012
Przy okazji to sobie możesz wiesz co. Nico
Dziś byłam z Kuńdziem na spacerze "przy okazji", czyli wzięłam go, bo na chwilę wychodziłam coś załatwić. Jednakże już po 5 minutach miałam dosyć. Ja tu chcę iść, śpieszę się, bo jest zimno, a on wszystko obwąchuję... Poganiałam go, odciągam od tych wszystkich psich fekaliów i gadam do Niego jak wariatka, a on niewiele sobie z tego robił. Na sam koniec po prostu trzymałam go przy nodze i musiał iść elegancko. Jednakże zawsze wtedy czuję się jak jakiś okrutny generał albo poganiacz niewolników. Okropne. Zawsze jak z Nim wychodzę i spuszczam go ze smyczy to krąży wokoło mnie jak sputnik na orbicie, bo wie że nie wolno mu odchodzić za daleko. Najgorsze jest jednak dla mnie to pilnowania psa i uważanie żeby czegoś nie zbroił, naprawdę kojarzy mi się z plantacją bawełny i nadzorcą niewolników. Czasem chciałabym mieszkać na wsi. Kiedyś jeździliśmy tam wszyscy z psem na wakacje i tam Kuńdzio mógł być psem obrońcą, dzikim myśliwym(upolował Nam kiedyś kaczkę sąsiada ;P), wyniosłym przywódcą wiejskich małych piesków i pogromcą tych większych. Żal mi go. W mieście prawie zupełnie nie może być sobą, to ja go bronię przed ogłupiałymi psami, "poluję" na jego jedzenie, przywódcą, czy pogromcą nie ma być czego jak się ciągle chodzi na smyczy w obecności innych samców. Eh...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)