niedziela, 5 lutego 2012

Przy okazji to sobie możesz wiesz co. Nico

     Dziś byłam z Kuńdziem na spacerze "przy okazji", czyli wzięłam go, bo na chwilę wychodziłam coś załatwić. Jednakże już po 5 minutach miałam dosyć. Ja tu chcę iść, śpieszę się, bo jest zimno, a on wszystko obwąchuję... Poganiałam go, odciągam od tych wszystkich psich fekaliów i gadam do Niego jak wariatka, a on niewiele sobie z tego robił. Na sam koniec po prostu trzymałam go przy nodze i musiał iść elegancko. Jednakże zawsze wtedy czuję się jak jakiś okrutny generał albo poganiacz niewolników. Okropne. Zawsze jak z Nim wychodzę i spuszczam go ze smyczy to krąży wokoło mnie jak sputnik na orbicie, bo wie że nie wolno mu odchodzić za daleko. Najgorsze jest jednak dla mnie to pilnowania psa i uważanie żeby czegoś nie zbroił, naprawdę kojarzy mi się z plantacją bawełny i nadzorcą niewolników. Czasem chciałabym mieszkać na wsi. Kiedyś jeździliśmy tam wszyscy z psem na wakacje i tam Kuńdzio mógł być psem obrońcą, dzikim myśliwym(upolował Nam kiedyś kaczkę sąsiada ;P), wyniosłym przywódcą wiejskich małych piesków i pogromcą tych większych. Żal mi go. W mieście prawie zupełnie nie może być sobą, to ja go bronię przed ogłupiałymi psami, "poluję" na jego jedzenie, przywódcą, czy pogromcą nie ma być czego jak się ciągle chodzi na smyczy w obecności innych samców. Eh...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz